-Czekaj!-wyszła na przód z lekkim wahaniem.
Zupełnie niepotrzebnie. Była wysoko postawioną osobą, nie miała się czego obawiać. Co najwyżej do jej uszu dotarło kilka wrogich pomruków niezadowolenia. Za swoją słabość została ukarana drwiącym spojrzeniem Michaela. To był jednak tylko pozorny gest. Tak naprawdę czuł jak narasta w nim głęboki gniew i wykorzystał resztkę samokontroli by nie podnieść ręki na dziewczynę.
Teraz stali w niewielkiej odległości, naprzeciw siebie. Wyglądało to niemal zabawnie. Letty była sporo niższa i bez wątpienia drobniejsza. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała groźnie, jednak coś w jej nowej postawie kazało myśleć inaczej. Uniosła wysoko podbródek i hardo obrzuciła spojrzeniem resztę grupy.
-Chcę go.-odparła spokojnie.
-Dzień dobroci dla skazańców?-mężczyzna zakpił, choć wcale nie było mu do śmiechu.
Letty należała do osób upartych, a gdy szczególnie jej na czymś zależało, dążyła do tego po trupach. Już dawno przestała być szarą myszką, teraz bez przerwy podważała jego decyzje, co nieraz kończyło się awanturą. Prawda była taka, że choć Michael czuł dumę widząc jak ogromna zmiana zaszła w jego małej Letty, jej nieposłuszeństwo wprawiało go w furie.
Brunetka zadarła głowę jeszcze wyżej, by móc spojrzeć na twarz Michaela. Jej jadeitowe oczy z mocą spoglądały w brązowe, które były nieco przyćmione od alkoholu.
-Jesteś pijany! Co ci da wyżycie się na niewinnym człowieku?! To nie jest dłużnik Kaia, nie musisz go zabijać!
W końcu po dłuższej chwili mężczyzna wzruszył lekceważąco ramionami.
-Proszę bardzo! Chcesz go? To bierz. Jest twój, ciesz się zabawką, nowej nie dostaniesz.
Słysząc ostateczną decyzję na twarzy dziewczyny rozkwitł zwycięski uśmiech. Zadowolona, jeszcze przez chwilę nie zerwała kontaktu wzrokowego upajając się małą wygraną. Mimo to widziała jak ręka jej towarzysza nieznacznie drga, co świadczyło, że z wielką chęcią by jej przywalił. Tak, nie miał problemu z biciem dziewczyn. Nie chcąc go dłużej denerwować, ruszyła w stronę rannego chłopaka. Ten z trudem dźwignął się na nogi. Nie wyglądał na dotkliwie rannego, choć widocznie łapał się za żebra. Letty nie mogła powiedzieć, czy przed jej przyjściem chłopak został pobity. Wszystko jednoznacznie krzyczało, że tak, ale póki co nie chciała się tym przejmować. Nie w tym miejscu.
-Rusz się.-wysyczała cicho. - Nie mamy całej nocy.
Klnąc pod nosem wytarł rękawem twarz. Z żalem rozejrzał się wokół, na dłużej zatrzymując się na martwym ciele swojego przyjaciela. Przełknął gulę w gardle, czując się winnym, że tylko jemu się upiecze. Za bardzo jednak znał opowieści o takich jak oni i wolał posłusznie spełnić jej polecenie. Bez słowa ruszył za brunetką. Nie oszukiwał się. Choć teraz nie widział nikogo prócz niej, wiedział, że gdy tylko zrobi jeden niepożądany ruch, gorzko za to zapłaci. Z przedstawienia jakie odegrała z tamtym jasno wynikało, że jest wysoko postawioną osobą. Tacy z kolei zawsze są obserwowani i chronieni przez resztę.
-Ściągnij bluzkę.-rozkazała, jednocześnie rozsiadając się na rozklekotanym stołku.
Przed kilkoma minutami dotarli do średnich rozmiarów przyczepy, nie zamieniając przy tym choćby słowa. Letty przez cały czas obserwowała chłopaka kątem oka. Musiała przyznać sama przed sobą, że ten jest naprawdę przystojny. Czarne włosy na tą chwilę w kompletnym nieładzie. Mocno zarysowana linia szczęki i lekki zarost, który jedynie dodawał mu uroku. Lazurowe oczy z ciemniejszymi cętkami. Prosty nos i malinowe wargi, z których górna była delikatnie przekrzywiona. Cały efekt psuła jedynie podłużna rana ciągnąca się wzdłuż jego policzka.
-To wszystko po to, żeby zobaczyć mnie w negliżu?-zapytał ironicznie, mimo to chwilę potem posłusznie spełnił polecenie.
-Nie jest najgorzej. Będziesz żył.-oceniła, ignorując jego pytanie.
Wstała leniwie z krzesełka i klęknęła przy malutkiej szafce. Grzebała w niej chwilę, aż w końcu wyprostowała się, trzymając w dłoni apteczkę. Uśmiechnęła się krzywo podchodząc do chłopaka.
-Usiądź.-kolejne polecenie i kolejny raz je wypełnił.
Wyciągnęła ze skrzyneczki wodę utlenioną i kawałek wacika, po czym mocząc go, przyłożyła do rany.
-Boli?
-Nie, łaskocze.-warknął przez zaciśnięte zęby.
Był przekonany, że oberwie mu się za te słowa, natomiast Letty uśmiechnęła się w typowy dla siebie sposób kiwając głową. Za nic nie można było jej rozgryźć. Jeszcze niedawno była gotowa zabić dla zabawy, a teraz zachowywała się tak jakby nic się nie stało.
-Chyba cię polubię.
W odpowiedzi syknął cicho, gdy nieco ubrudzony wacik na nowo zetknął się z jego skórą. Potem trwała długa cisza. Letty oczyściła całą ranę i zabrała się za szukanie plastrów, przez cały czas intensywnie nad czymś rozmyślając. Można to było wywnioskować po zmarszczonym czole i wardze, którą po raz kolejny tego wieczoru zaczęła przegryzać. Zdawała się być poddenerwowana przez co zdarzyło jej się zbyt mocno obandażować żebra chłopaka, którymi zajęła się zaraz po policzku. W odpowiedzi na ta niezdarność usłyszała parę syków i wianuszek przekleństw, z których większości nawet ona nie znała. W tym jednak momencie poczucie winy i świadomość, że swoimi czynami mogłaby podpaść Ianowi wprawiały ją w roztargnienie.
On nie żyje, zganiała się w myślach, po czym wysiliła się na kolejny uśmiech.
-Dlaczego to robisz?-zapytał łapiąc jej rękę, gdy akurat kończyła wiązanie bandaża.
-Jak ci na imię?
Zbity z tropu odpowiedział.
-Isaac.
-Ładnie. Więc słuchaj Isaac. Ja jestem Letty, mój kolega nazywa się Michael. Zgaduj co lubi robić?
Zaśmiał się cicho bez cienia radości. Odpowiedź była tak banalna, że bez problemu odpowiedziałby na nie pierwszy lepszy przedszkolak.
-Zabijać?
-Otóż to. Moim jednak zdaniem jest to zupełnie niepotrzebne. Dzisiejszej nocy przelało się wystarczająco dużo krwi. Ze mną jesteś bezpieczny.
Długo myślał raz po raz analizując jej słowa. Dziewczyna w tym czasie nie zwracając na niego uwagi, zdjęła ubrudzoną bluzkę zamieniając ją na czarną koszulę. Bez zapinania kilku górnych guzików na powrót podeszła do swojej 'zdobyczy'. Wydawała się być niewzruszona, gdy jego lazurowe oczy zaczęły błądzić po jej odsłoniętych piersiach. Jako jedna z niewielu dziewczyn tutaj była przyzwyczajona do pożądliwych spojrzeń płci przeciwnej. Tym bardziej, że nie oszukując nikogo, była zdecydowanie jedną z ładniejszych dziewczyn. Z tymi lśniącymi hebanowymi włosami, jadeitowymi oczami i ustami koloru wściekłej czerwieni. W tym ostatnim zdecydowanie pomogła sobie szminką, co również nie uszło jego uwadze.
-Jestem bezpieczny?-kiwnęła w odpowiedzi głową. -Ale mnie nie puścisz.
-Nie.
Spojrzał na nią gniewnie, a jego oczy znowu odnalazły drogę do jej twarzy. Bez wątpienia była śliczna i...młoda. Dopiero teraz to do niego dotarło. Letty mogła mieć ostry makijaż, który skutecznie odwracał uwagę od jej wieku, ale on wychowując się wśród trzech sióstr bez problemu mógł zobaczyć to, czego niedoświadczone oko nie zobaczy lub zobaczyć nie będzie chciało. Nawet to jak na niego patrzyła, utwierdzało go w przekonaniu, jej spojrzenie było zbyt szczere, nie umiała tak dobrze maskować swoich uczuć.
-Ile masz lat?-wypalił nie do końca świadomy.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków w tył ze zdziwieniem to otwierając, to zamykając usta. Bez wątpienia nie spodziewała się takiego pytania. Snuła wiele domysłów, o co będzie chciał ją zapytać, ale na pewno nie o to. Liczyła na większą kreatywność.
-Siedemnaście.-odparła powoli.
Tym razem to on doznał nie małego szoku. Liczył się, że odpowiedź wskaże małą liczbę nigdy by jednak nie powiedział, że aż tak małą. W głowie mu się nie mieściło, że spotka nastolatkę w takim miejscu, bo nie oszukując się, była jeszcze dzieckiem. Mógł spokojnie tak o niej myśleć. Sam był dziewięć lat starszy i ta różnica wieku teraz uderzyła go niczym solidny policzek.
-Nie rób takiej miny, do cholery.-fuknęła rozgoryczona.
-Co ty tu robisz?
Nie doczekał się żadnej odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz